czwartek, 8 maja 2014

Trzeba to było wracać?

Trwa wywiad rzeka. Na placach zabaw, przy huśtawkach. Zwykle zaczyna się niewinnie od przedszkola.
- A do przedszkola chodzi? - pyta babcia Gabrysi, mama Bartusia czy ciocia Antosi. 
Jagoda odpowiada zgodnie z prawdą, że na razie nie, że szukamy (i się załamujemy, myślę w duchu)
Ale zwykle chodzi o to skąd taka otwarta i spontaniczna, no to tłumaczę, że trzy lata chodziła (to zdziwienie na twarzy), potem moja formułka o Holandii, o powrocie i decyzjach, o metodzie prób i błędów... 
- I co kosmos? Inna planeta? - pytają.
- Inna. Kosmos.- odpowiadam.

---

Mam sporo czasu i dużo obserwuję. Najwięcej na placach zabaw. Pełnych dzieci i ludzi. To był mój pierwszy szok. Wow, ile mam w parku, ile wózków, mamy spacerujące w czworakach. W każdy dzień tygodnia. W ogóle ta ilość placów zabaw i dzieci na nich. I rodzice w piaskownicy. I dzieci wyprasowane, czyściutkie, wystylizowane. Modne chustki pod szyjką i okropna legginsowa moda*.


---
Bąbel biegnie koło wózka. Nóżki nieporadne, uśmiech i płaczliwy grymas na twarzy w tym samym momencie. Babcia wznosi ręce do nieba.
- No i co się marszczysz, maruda jedna! Ja już nie mam siły, wie Pani. Do wózka nie, na ręce nie, ciągle ryk! Oszaleć można.
- Taki wiek. To minie. Słodziak uroczy. - Coś tam próbuję. Ale żal mi Kobiety. I dziecka...
Nie liczę już ile zmęczonych, upoconych i pomiętych Babć spotkałam na placach zabaw. Babć smutnych. Łapią za kaptur na zjeżdżalni, pilnują by nie siadać na piasek, czasem do piaskownicy wejść nie można. Podkarmiają na pomostach i huśtawkach- huuu- kanapeczka-siuuu- bananek... Podciągają rajtuzki i wiążą troczki kilkulatkom :( Poważny szok. I niestety jestem zwolenniczką żłobków i przedszkoli...

---
- Trzeba to było wracać? - zapytała ostatnio staruszka z wnuczką...

Według statystyk,na 10 osób wracających z dłuższej emigracji do kraju,aklimatyzuje się tylko jedna.
Boję się, że S. jest tą jedną :(

Gdybym miała wybrać jeden powód,dla którego jestem w stanie spakować raz jeszcze te kartony i wrócić, to stan polskich ścieżek rowerowych... Z uporem wariata jednak jeżdżę codziennie i prawie wszędzie. Sąsiedzi patrzą na nas dość podejrzliwie :)



Ściskam,
lekko przybita g.

*- nie chcę się narażać, ale nie rozumiem mody na legginsy i krótkie bluzeczki u dziewczynek. W Holandii nigdy czegoś takiego nie widziałam. Getry- ok, ale obowiązkowo ze spódniczką, sukienką, tuniką... Getry to getry, jak rajtuzki... aaaa :)))


44 komentarze:

  1. Bardzo nie lubię być zaczepiana przez starsze panie na placach zabaw. Niektóre mogły zawodowo przeprowadzać wywiady środowiskowe. Na szczęście moja córka ma już cztery lata, syn siedem i rzadziej bywamy na placach zabaw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hi, mogłyby to prawda. Ale w sumie mi to nie przeszkadza, te rozmowy... Przez dwa miesiące w Polsce wydaje mi się, że Jagodę zagadało więcej ludzi niż w Holandii przez cztery lata :)

      Usuń
  2. Ja też place mam za sobą, ale nie wspominam ich najlepiej...Z całego serca życzę Ci aklimatyzacji, patrz na dobre strony sytuacji. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje. Place zabaw są dla mnie teraz po prostu głównym miejscem zdziwień. Jak jednak inaczej wychowuje się dzieci w Polsce :)

      Usuń
  3. Nieunikniona koniecznosc interakcji z innymi rodzicami na placach zabaw... horror dla kaczki neurotyczki. Stad i ja jestem zwolenniczka zlobkow i przedszkoli :-) Fajnych zlobkow i przedszkoli. Nie tak dawno nawet opadly mnie koszmary, ze teraz to jeszcze luzik, ale nadejdzie moment szkoly. Wywiadowki, komitety rodzicielskie, zebrania, ci inni rodzice... nie wiem, licze, ze tu to dziala jakos inaczej, bo chyba nie uniose :-)
    A z adaptacja... ponoc minimum szesc miesiecy :-) oraz, ze ciekawosc swiata jest obciazona pewna klatwa (tak to kiedys ujela moja terapeutka). Pomysl, jakich dylematow sa pozbawieni ci, ktorzy nigdy nie przekrocza granicy wlasnego powiatu. Nie maja porownania, nie maja problemu.
    Natomiast, jesli dol i przygnebienie okaza sie za glebokie szukajcie wyspecjalizowanej pomocy. Psychologia dostrzega problemy wynikajace z wedrowek ludow i oferuje bardzo konkretne wsparcie - rzecze kaczka wplatana w Wurstenbergie :-) Nie ma co lazic z bolaca dusza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powoli już czuję się zmęczona tym tłumaczeniem ludziom co jak i dlaczego. I gdy mam gorszy dzień, np. ryczeć mi się chce, gdy jadąc na rowerze, Jagoda podskakuje na każdym wyboju... i wtedy taka babcia mi tłumaczy jak źle się w Polsce żyje. Każdy już niemal ma krewnego, który wyjechał i przesyła fotki przy kominku :) No, wiesz jak jest :)
      Tak, zwolenniczką fajnych żłobków. Ale też i tego podejścia, że mama może być spełnioną mamą pracując, że dziecko dużo się uczy w 'placówkach', że jednak te trzy lata w domu z dzieckiem to może przesada? No myślę trochę po holendersku :) Lęk przed szkołą też już poczułam, gdy zwiedziłam i pogadałam z dyrekcją szóstego przedszkola- już wiem, że ze szkołą będzie źle... No nic, nie mam na razie zamiaru pakować kartonów, zwłaszcza, że połowa wciąż nie rozpakowana czeka na koniec remontu naszego McośTam :) - choć może łatwiej by było, prosto z garażu do busa, ech :) Ściskam!
      PS. Myślałam właśnie ostatnio, jaki to szok musisz przeżywać wśród ściskających pośladki :)

      Usuń
  4. Szczerze: Sama bym chętnie zabrała się z Wami do Holandii, też mam dosyć polskich klimatów [ teraz okołoszkolnych -horror].

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozostaję głucha :)
      Za to gdy zajrzałam do lek pierwszego kontaktu, na dolegliwości bólowe dostałam od ręki skierowanie do 3 specjalistów plus badanie ogólne krwi i moczu.. Ha, takie rzeczy w NL? Z miesiąc bym musiała łazić robiąc z siebie wariata, a ostatecznie zabarykadować się w gabinecie huisart`sa :) Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Lubie te Twoje posty o polskim zyciu, czytam je jednym tchem.
    Ty pewnie wiesz dlaczego....
    Czekam z niecierpliwoscia na nastepne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może nie powinnaś ich czytać? Hi, żartuje :) Tak na prawdę widzę jak bardzo Polska zmieniła się w siedem lat, na plus. Sprawy urzędowe itd. Pewne rzeczy nas bardzo pozytywnie zaskakują. Nie mówiąc już o tych kwestiach warzywno-ogólnospożywczych :) Cud miód i orzeszki. Wciąż się zachwycam. Za to inne rzeczy drażnią i zadziwiają, ze zdwojoną siłą. Poza tym staram się trochę zbawiać świat i w różnych sytuacjach coś tam opowiadam, podpowiadam, że można inaczej, jak to w NL np. funkcjonuje (ostatnio w bibliotece np). Nachalnie też próbuje zarażać uśmiechem... z różnym skutkiem :)

      Usuń
  6. ja to bym chętnie się spakowała i rodzinę tyle by mnie widzieli :) ale życie...co zrobić, M. za bardzo kocha swoją pracę i On to by się gdzieś indziej nie zaaklimatyzował...a Tobie życzę, żeby się udało wszystkie myśli poukładać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :))) dziękuje! W NL było mi na prawdę ciężko się zaaklimatyzować.. mam nadzieje, że jednak w tą stronę będzie szybciej :)

      Usuń
  7. Nie ciągnij, proszę Cię serdecznie, afery rajtuzowej :P Chciałabym móc spojrzeć na tę naszą, polską rzeczywistość z boku, ale nie mam takiej możliwości. Cieszę się, że opisujesz to, co widzisz - to otwiera mi oczy na pewne sprawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O nie, nie mam zamiaru, o rajtkach się nie wypowiadam (ale wiem, wiem, słyszałam historie przedszkolne :) A jak chcesz spojrzeć na polską rzeczywistość troszkę z boku to polecam książkę 'W Paryżu dzieci nie grymaszą' Pameli Druckerman. Chociaż to książka o francuskim wychowaniu, napisana przez mieszkającą tam Amerykańkę, mogłaby być napisana przez Polkę mieszkającą w Holandii, bardzo dużo podobieństw w wychowaniu. Polskie dzieci przypominają mi te amerykańskie, z ksiązki. Poza tym jest świetnie napisana, super się czyta. Buziaki!

      Usuń
  8. U nas piaskownica wygląda podobnie, jak na Twoim zdjęciu. I co najdziwniejsze, sama w niej siedzę i rozmawiam z tymi wszystkimi mamami. Nie do pomyślenia, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze 3 lata temu problemem były dla mnie zakupy w zwykłym spożywczaku (a nie w samoobsługowym) i rozmowa z panią ekspedientką. Uspołeczniło mnie macierzyństwo :)

    Co do decyzji o powrocie - podziwiam i nie zazdroszczę. Nie wiem czy żyjąc kilka lat na emigracji byłabym skłonna rzucić wszystko i wracać do Polski. Chyba tylko z powodu rodziny. Wyobrażam sobie jaki szok kulturowy musisz przechodzić. Mam nadzieję, że szybko odnajdziesz się w nowej sytuacji. Trzymam kciuki za przedszkole ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie Holandia, jestem pewna, że ja też bym siedziała w tym piasku! :) A na takie teksty jak mój powyżej pukałabym się w głowę :) Ech, no ale, jak to pięknie Bebe (http://bebeluch.blogspot.com/) nazwała- zrobiliśmy sztukę cyrkową, mały przewrót w przód z podwójnym tulupem i lądowaniem w szpagacie- to co się dziwić. Wariactwo :) Dziękuje za wsparcie

      Usuń
  9. miałam podobnie na początku, ale to mija :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I taką mam nadzieje właśnie. Ile lat mieszkałaś we Francji?

      Usuń
  10. Och, dlaczego mnie to nie dziwi? No tak, w końcu mam to na co dzień...
    Gosiu, człowiek potrafi się zaklimatyzować w każdych warunkach, będziesz po prostu potrzebowała na to więcej czasu. Zapewne przydałby Ci się ktoś w pobliżu, kto ma podobne zainteresowania, jest równie otwarty na świat, a kosmopolityczność nie stanowi dla niego bariery. Przeżywasz coś na kształt szoku termicznego, jak mniemam?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ;))) Jasne, potrzeba czasu... mam nadzieje, że mniej niż kilka lat :) Na szczęście znajomi 'co się nie zmienili' wciąż tu są. No zobaczymy :)

      Usuń
  11. Gosia....albo się przyzwyczaisz...albo nie...daj sobie czas....a jak się nie uda pakuj te kartony i fiuuuu...tam gdzie lepiej:)
    PS. ja tam zakładam getry i bluzki do tego...nie bardzo krótkie ale czasem się zawinie:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki jest plan, uda się- nie uda, czas pokaże. Mam nadzieje, że z jak najmniejszą szkodą dla J :)
      PS. No głupia sprawa z tymi getrami, ale chyba coraz bardziej się przyzwyczajam, widzę, że mnóstwo dziewczynek tak się ubiera (mamy ich też!)

      Usuń
  12. Zawitałam do Ciebie na blog, miło tu, chętnie zostanę na dłużej,
    Zapraszam Cię serdecznie do mnie na bloga , na moje urodzinowe candy i na mój fanpage na fb.
    Pozdrawiam majowo. Aga

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja lubię te rozmowy w piaskownicach. Lubię się trochę poprzeglądać w innych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja lubię, w Holandii takich rozmów nie ma.. Mało jest placów zabaw pełnych dzieci, tylko przy zoo, farmach czy w jakiś innych 'atrakcjach'... W zwykły dzień dzieci są do 17-18 w różnych placówkach, no i większość Holendrów, gdy pojawia się dziecko organizują sobie domek z ogrodem, więc place zabaw raczej puste.

      Usuń
  14. Piaskownice dopiero przede mną ...z Olką miałam to szczęście że mieliśmy prywatną, koło domu i wywiady środowiskowe mnie ominęły ;)
    Żłobek tak -pod warunkiem ,że nie pracują tam panie, których głównym celem jest dobrnięcie do emerytury.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Żłobek fajny musi być!

      Usuń
  15. No, w przyrodzie musi byc rownowaga. Ja cierpie, bo w holenderskich piaskownicach nie odzywa sie nikt do nikogo. Zaczelam targac na nie ksiazke...

    Na nas zapadl wyrok wyjazdowy do kolejnego obcego kraju (Kaczko! Przybywamy!), i mnie uaktywnila sie w zwiazku z tym wielka milosc do Holandii. Mojemu mezowi za to zaczelo wszystko tu przeszkadzac. Podobno w Nowym Miescie za miedza nie mozna jezdzic rowerami, i ja sobie tego zupelnie nie wyobrazam, zalatwiac wszystko autobusami, aaaaa.

    Gos, dobrze Ci radza poprzedniczki. Przeczekaj, daj sobie wiecej czasu. A jezeli nic to nie da - coz, w pakowaniu macie wprawe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nie można jeździć? Jakiś koszmar? Ok Asia, to ja już nic nie mówię, nie narzekam...
      Powodzenia w pakowaniu, masz namiar na naszą Kierowniczkę Ekipy Pakującej? Jak nie to pisz, bez niej dalej byśmy kuchnię pakowali :)
      Buziaki dla F. i C.!

      Usuń
    2. Czekamy z otwartymi ramionami! Celujcie w Wurstenbergie! :*

      Usuń
  16. A my mamy dwie babcie na miejscu i marzę o tym, żeby uciec stąd jak najdalej... Do większego miasta, gdzie złobków do wyboru. Eh, co tu dużo gadać, kocham swoje dziecko, ale w domu się duszę. Do pracy wróciłabym dawno, ale zostawić dziecko z babcią... No dobra, może to wstyd się przyznać, ale wolałabym zostawić moją córkę z kimś obcym, w sprawdzonym złobku. Ja nie jestem zadowolona z tego jak mnie mama wychowała, na sama myśl, że córkę miałaby mi wychować,krew mnie zalewa. W odatku małomiasteczkowość mojego otoczenia... Temat rzeka, wybacz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciężkie są te dylematy... I nie zazdroszczę. Mam nadzieje, że uda Wam się coś wypośrodkować... J też była z babciami (dwie zmiany, w sumie parę miesięcy), ale my intuicyjnie czuliśmy, że roczek to będzie dobra granica i choć babcie mogły dłużej, my nie chcieliśmy. Nie wiem jak byłoby gdybyśmy mieszkali w Polsce, w NL wręcz czułam presję, że późno dziecko idzie do przedszkola :) Nie mam nic przeciwko babciom, które chcą i mają tą smykałkę do dzieci. Żal mi tylko tych babć, dla których zajmowanie się maluchem cały dzień jest bardzo obciążające... że robią to bo muszą. Bo jakby inaczej, bo nie wypada odmówić... W Holandii instytucja babci w zasadzie nie istnieje. Babcie mają swoje życie, swoje hobby, często po prostu nie mają czasu... Nasza sąsiadka 'bawiła' wnuka, z ogromną cierpliwością, nigdy nie widziałam ich na placu zabaw, za to nieraz widziałam, jak Ona czyta książkę na balkonie, a Mały bawi się autkami obok (oczywiście, że zaprowadzała Go do żłobka dzień czy dwa w tygodniu, dla równowagi :) Ściskam

      Usuń
  17. Istnieje duże ryzyko, że nie ma czegoś takiego jak miejsce idealne. Zawsze będzie coś, co nam do wymyślonego zestawu niebardzo pasuje. Pamiętasz, jak pisałyśmy o tym niezrozumiałym podejściu do witania się z różnymi nacjami? W najlepszym razie warunki idealne są nieosiągalne, więc nie ma co marnować czasu na snucie nierealnych wizji, lepiej ogarnąć to, co mamy pod ręką. Długo Cię nie było, długo będziesz się przyzwyczajać, ot co... Jasne, polska rzeczywistość podkłada się modelowo, ale co poradzić?..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że tak właśnie jest. Czy zostaniemy, czy nie, pewnie do końca życia będę się zastanawiać, czy to była dobra decyzja... O Polska podkłada się wyśmienicie :) Buziaki

      Usuń
  18. dziewczynki w getrach jeszcze mogę przeżyć, ale ich mamy w getrach, z tyłkami na wierzchu są nie do zaakceptowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Ja chodzę w getrach w domu ( są bardzo wygodne), do tego obowiązkowo dłuższy sweter, tunika. Nigdy nie wyszłabym w nich na ulicę.. Nawet gdyby ktoś chciał mi zapłacić za to grube miliony :) ewa

      Usuń
    2. Hiih, gdy po raz pierwszy zobaczyłam kilka- kilkanaście dziewczynek w getrach i jakoś tak mną wstrząsnęło, to od razu pomyślałam, czy mamy same chciałyby tak chodzić? O ironio, szybko zobaczyłam odpowiedź na własne oczy... niestety :)

      Usuń
  19. Świetny koszyk! Uwielbiam takie klimaty i miejskie rowery :) Pozdrawiam, Monika

    OdpowiedzUsuń
  20. Mój Franio nie dostał się do przedszkola... Trzeba będzie posłać go do prywatnego... Taaaa....
    A co do getrów. We Fr są one bardzo popularne. Dziewczynki noszą - moja Jagna to zapomnij, by coś włożyła innego ,a zaproponuj do tego spódniczkę, to wyśmieje.Ja w getrach łażę po ogrodzie, fakt mam tunikę, czy dłuższą bluzkę, ale to dlatego ,że mam już duży tyłek ;) Szczerze mówiąc, ja jestem chyba pod tym względem jakaś nie ten teges, bo mnie nie przeszkadzają dzieci w samych rajtkach, czy getrach. Ma im być wygodnie. To my - dorośli - mamy jakieś z tym problemy chyba... Ale może ja jestem wiesz... lumpiara, to co się tam na ciuchach znam ;).
    Powoli zbliża się termin mojego powrotu do Pl... Nic nie mówię. z jednej strony tęsknię za moim domem, bo jest MÓJ, ale to tyle... Za resztą nie tęsknię, bo nie ma za czym...

    OdpowiedzUsuń
  21. No to i ja jestem u Ciebie, przyznam, że zaraz po warsztatach fotograficznych zajrzałam na bloga, ale jakoś wtedy brakowało mi czasu. Końcówka maja była trudna, ale już czerwiec i jestem trochę wolniejsza. Obiecuję, że rozejrzę się, pooglądam, poczytam :) Pozdrawiam Aga

    OdpowiedzUsuń
  22. Plac zabaw wyglada jak ten w parku zachodnim;) jak przyjezdzalismy do dziadkow w odwiedziny to tam moja mloda uczyla sie chodzic. Powiem Ci ze bardzo chetnie czytam Twoje posty bo ja jestem wlasnie w fazie bardzo duzej tesknoty i sentymentow za PL. Ze jak by to bylo fajnie i sielsko. Mieszkamy teraz w Irlandii, maz jest stad ale mowi biegle po polsku i coraz czesciej wlasnie rozwazamy przeprowadzke.
    Co do leginsow to przyznam sie bez bicia ze mala chodzi w nich i w sweterkach dosc czesto, tyle ze ja je traktuje wlasnie jako odpowiednik spodni a nie rajtuzkow (a ze spodnie czesto takie sztywne i niewygodne dlatego wlasnie leginsy) ale czasem dodamy spodniczke:)
    Zycze Ci wytrwalosci w aklimatyzacji, i z ciekawoscia dalej sledzic bede bloga:)

    OdpowiedzUsuń
  23. Lubię czytać Twoje popowrotowe posty, nie dlatego, że lubię patrzyć, jak ktoś się męczy ;) zastanawia mnie po prostu, na co zwrócić uwagę przy podejmowaniu decyzji o powrocie. Próbuję się stuprocentowo przekonać, w którą stronę... choć nie wiem, czy to jest w ogóle możliwe ze względu na wyżej wspomnianą klątwę emigranta :)

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za każde słowo!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...