niedziela, 19 czerwca 2016

31 marca 2016

Świat stanął w miejscu, odmówiłam zdrowaśkę, Ojcze Nasz i wszystkie inne... przez minutę, dwie, może trzy, nie umiałam spojrzeć na S. Zamarłam. Tak się właśnie zamiera. Oczy zasłoniłam ręką by nie widzieć świata. I nie umiałam się do Niego odezwać...

Gdy rodziła się Jagoda była ulga, radość, łzy, śmiech, niedowierzanie. Pure happiness.
Gdy rodził się Jan świat stanął w miejscu, był tylko i wyłącznie strach, paniczny, obezwładniający strach. Żadna ulga, że po bólu, żadna radość, przez kilka minut był tylko i wyłącznie strach.
Położna wołała pediatrę już w trakcie, zrobiło się zamieszanie, tłum, gdy wyszedł coś z nim robiła-myślałam, że go reanimuje. Nie umiałam płakać, byłam jak skała i myślałam tylko o tym by On Żył... Nie płakał, cisza, nic. Po chwili z Nim wybiegli, wybiegli wszyscy. Przez mgłę wydaję mi się, że Go widziałam jak Go nieśli, ale chyba nie. Zostaliśmy sami z S. Ja na tym durnym fotelu, on obok mojej głowy. Ja z tymi zasłoniętymi ręką oczami. Gdy po minucie, dwóch się odezwałam- zapytałam S. czy On żyje. I te słowa, odpowiedź przerażonym głosem S. - Nie wiem. Miałam nadzieje, że chociaż On widział coś więcej, rozumiał coś więcej...

To wraca jak zły sen.
Janek dostał 3 punkty, zamartwica urodzeniowa. Myślałam, że go przydusiłam, bo jakoś ciężko szło, ciężej niż z Jagodą. Przydusiła go pępowina, bardzo ściśle owinięta dwukrotnie wokół szyi. Odratował go jakiś aparat do resuscytacji i gdy już zaczął oddychać wszystko wróciło do normy. 3 minuty resuscytacji, 10 minut podawania tlenu. Przewieziony inkubatorem przenośnym na Oddział Intensywnej Terapii Noworodków. I na tym na szczęście kończy się 'ciężki start'. 7 godzin w inkubatorze, doba na OITN, reszta bez zmian.

Ale ten strach o Niego pewnie nie opuści mnie już nigdy.
I to poczucie, że poród to wielka niewiadoma, że absolutnie wszystko może się zdarzyć.
I to, że można urodzić i zobaczyć dziecko dopiero po kilku godzinach, że można tylko dotknąć przez okienka inkubatora.
Gdy przyszłam wieczorem do Niego do po raz drugi, bardzo płakał. Dotknęłam Jego główki, położyłam dłoń na czoło. Uspokoił się i zasnął. To był nasz kontakt skóra do skóry. Najpiękniejszy moment tego dnia. I była ze mną siła, niebywała, która mówiła, że nie ma co się martwić, że wszystko będzie dobrze. Ani przez moment w to nie wątpiłam, już się o Niego nie bałam. I tak jest do dziś. Wszystko ok.




g.


6 komentarzy:

  1. Śliczny chłopiec. Mogę sobie wyobrazić co przeszłaś, ja swojego pierwszego synka zobaczyłam dopiero na trzeci dzień, w ramionach tuliłam po 5 dniach, do domu zabrałam po 14... ile łez wylałam i ile modlitw odmówiłam przy pustym łóżeczku nie zliczę. Ale to jest już nie ważne. Drugi poród był piękny i wszystko mi wynagrodził :)
    Trzymajcie się zdrowo i rośnijcie w siłę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytyłam...i musiałam chwile pomilczeć.
    Stach co paraliżuje, gubi w myślach...cieżkie chwile za Wami.
    Wspomnienia za szpitalnych drzwi zostana z Tobą już na zawsze.
    Jednak liczy się to że koniec taki piękny.Że on taki piękny :))
    Zdrowia dla Was!!!

    Wszystkie Janki to fajne chłopaki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. oj jak to dobrze że wszystko jest już dobrze życzę zdrówka i radości

    OdpowiedzUsuń
  4. Gosiu, dopiero dziś tu zawitałam. Zimno mi się zrobiło w ten upalny dzień, mimo że przecież wiem, że wszystko jest dobrze! Niewyobrażalnie ciężka chwila za Wami... Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jej, nie wyobrazam sobie nawet co przeszliscie...ciesze sie ze wszystko jest już dobrze, oby juz zawsze bylo

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za każde słowo!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...