poniedziałek, 26 sierpnia 2013

A w Holandii lubię...

Kupiłam dziś kalendarz, nie taki zwykły, ale Verjaardagskalender, który Holendrzy wieszają w toalecie, by pamiętać o urodzinach rodziny i znajomych. Od lat się z tego śmieje, aż tu nagle naszło mnie i kupiłam. Gorzej! Nie wyobrażam sobie powiesić go gdzieś indziej niż w wc...

Przesiąkłam? Chyba nie, ale fakt od pewnego czasu nasiąkam coraz bardziej. Od narodzin Jagody mniej więcej. I mam rację mówiąc, że teraz albo nigdy. Za długo już tu jesteśmy.

Tak więc, będziemy się stąd pakować. Wbrew zdrowemu rozsądkowi i na przekór mądrym radom. Udając, że nie widzimy pukania się w głowę naszych najbliższych. Czysta głupota, na którą czekamy od sześciu lat. Mam wiele szczęścia, że S. nie protestuje, że na różnych etapach naszego życia w tym śmiesznym kraju raz mniej, a przeważnie dużo bardziej, wciąż ciągnie nas do Polski.

Pytania wokół są od lat. Ale dlaczego? No, dlaczego???
Nigdy nie chcieliśmy tu zostać, chyba głównie dlatego.
Nigdy nie myślałam o życiu za granicą. Gdy na studiach znajomi roztaczali świetlane wizje wyjazdu z Polski, ja zawsze mówiłam 'Nie, dziękuje'. Ktoś nawet wytknął mi to paluchem, że jednak, jednak wyjechałam! Owszem, wyjechałam na doktorat. I ten etap właśnie dobiega końca. Polska wciąż jest moim domem i choć dla niektórych to niewiarygodne, Ona wciąż mi się podoba. Więc wracamy! Nie udało mi się oswoić Holandii, pewnie też nie bardzo się starałam. Wciąż czuję się tu obco. Choć jest mi wygodnie i komfortowo, to jednak na każdym kroku, co rusz nasze inne myślenie, inna mentalność wychodzi na wierzch. Najlepiej jest mi w gronie mieszkających tu polskich przyjaciół (Bogu dzięki DUŻYM gronie!). Z jedną parą Holendrów też mi dobrze (choć wciąż powtarzam, oni są tacy nieholenderscy!).
Długo się nie zastanawialiśmy, po prostu wracamy, chcemy spróbować... Wiem, że rower może ciężko jeździć po dziurawych drogach, może Jagoda nie zaakceptuje polskiego przedszkola, a może już zawsze będę bezrobotna?... Jest wiele pytań, ale jak nie spróbuje, nigdy nie będę wiedzieć i nie wybaczyłabym sobie tego niespróbowania i tej niewiedzy.






Już dawno chciałam rozpocząć serię wpisów o Holandii, to chyba najwyższy czas!
Póki myśli jeszcze ciepłe i na świeżo oko widzi to czy tamto ;)
Będzie tylko o tym co tu lubię, co zauracza, co jest inne i ciekawe. Co warto poznać, może przenieść na polskie podwórko? Będzie też o rzeczach, które zrozumiałam i polubiłam dopiero z czasem.
Dziwne, że wchodząc w inną kulturę najpierw wypieramy się wszystkiego, by z czasem przyjmować z niej naprawdę dużo.
Dlatego teraz albo nigdy :) Ważne dla mnie też, ku pamięci!

Buziaki!
g.


PS. To jak, będziecie czytać? Nie obiecuje długich i rozbudowanych wpisów, widząc jak się pisanie i formatowanie mojej pracy ślimaczy, nie ma co się oszukiwać, czasu dla bloga dalej brak... Ale przecież ten etap kiedyś się skończy, prawda? Prawda!!!?? ;)



76 komentarzy:

  1. Rany julek, jak ja Cie rozumiem...
    8 lat mieszkamy poza granicamy Polski.... i od jakichs 5 wracamy... Mieslismy wszystko zaplanowane by wrocic jak Mikolaj mial 6 miesiecy, ale... no wlasnie- spanikowalismy. Za dobrze nam bylo, za bardzo balismy sie, tego co nieznane (tak, nieznane bo na dzien dzisiejszy to Polska jest dla mnie krajem, w ktorym tak naprawde nigdy nie zylam "normalnie" czyli nie po studencku czy z rodzina). Nie czuje sie jak u siebie w domu. Probowalam, ale wciaz to nie to. Tez wracamy. Na wiosne. Mam nadzieje, ze tym razem sie wszystko uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zizi rozumiem aż za bardzo, Polska jest nieznana i zupełnie nie wiadomo jak nas przyjmie i jak się w niej odnajdziemy. Bo to nie tak, że wszystko pięknie. Każdy kolejny rok oddala nas od powrotu, coraz więcej rzeczy w Polsce denerwuje, patrzymy przez pryzmat zupełnie innych standardów życia.. Jednak za granicą raju też nie ma.. Trzymam kciuki za powrót i by się udało. My w kółko powtarzamy, że jak co to wrócimy, strachu nie ma, ale spróbować trzeba

      Usuń
    2. Dokladnie. Sprobowac trzeba, dopoki jeszzce "mamy jaja" by to zrobic. Wychodzimy z tego samego zalozenia.
      Jak sie nie uda (odpukac!), to przeciez zawsze bedziemy mogli wrocic...
      Plan jest- powrot do PL, kupno domu na podlasiu i sielanka ;)
      Trzymam kciuki za Was!
      A posty o Holandii z przyjemnoscia przeczytam :)

      Usuń
    3. ;) właśnie! No zobaczymy jak to w praniu wyjdzie ;)

      Usuń
  2. pewnie, że będziemy. a zwłaszcza dlatego, że mój przyszły małż część doktoratu zamierza tam robić :)

    OdpowiedzUsuń
  3. rozumiem Cię doskonale, też kilkakrotnie próbowaliśmy osadzić się gdzieś poza, ja za każdym razem tęskniłam, strasznie, wcale nie za rodziną czy znajomymi ale właśnie tym specyficznym klimatem ps. szkoda, że nie wstawiłaś zdjęcia kalendarza:) http://www.snikersik.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że to zależy dużo od charakteru, znam ludzi którzy mieszkają tu czy gdzieś indziej i nawet nie myślą o powrocie do Polski. Z drugiej strony znam też ludzi, którzy chcieli wracać do Polski, wrócili, a jednak nie czują się w niej już dobrze i planują kolejny wyjazd..Ile ludzi, tyle historii.
      PS. To może jutro dorzucę zdjęcie kalendarza ;)

      Usuń
  4. Zawsze możecie wrócić. Jestem zdania, ze lepiej żałować że się coś zrobiło niż żałować, że się czegoś nie zrobiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. właśnie tak. Jak się już raz zamieszkało za granicą, to jakoś tak łatwiej znowu wyjechać. Bo wiesz już z czym to się je ;)

      Usuń
  5. A ja ciąglę roztaczam wizję żeby wyjechać właśnie. I wcale nie dlatego, że nie lubię Polski, bo lubię za wiele rzeczy. Ale powiedzmy to sobie wprost - Polska nie jest łatwym krajem. Niestety (dla mnie i mojej wizji) mój K. raczej myśli tak jak Ty :-)
    Trzymam kciuki za Was! Odważna decyzja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie jest i pewnie brutalnie się o tym przekonamy któregoś dnia. Gdzie byś chciała wyjechać? Pewnie też zależy od kraju... Patrząc na Polaków robiących doktorat w Holandii, zostaje ich tu garstka i w większości przypadków, bo wiąże ich tu już coś więcej (czyli np. mąż ma fajną pracę).

      Usuń
    2. Najchętniej Skandynawia :-)
      Wolałabym, żebyście się o tym wcale nie przekonali:) Natomiast w PL nie żyje się łatwo, dla mnie jako matki, choćby właśnie z tego względu... że czuję się zapomniana przez Pańswto. Mam urodzić dużo dzieci, ale nikt mi nie pomoże w niczym... największy bezsens. Albo to, że właściwie nie ma prac na pół etatu, a myślę, że wiele mam chciałoby pracować 4h dziennie, żeby był ten czas dla dziecka...Ja na dzień dzisiejszy chętnie bym skorzystała, ale nie, nie będę skręcać długopisów chałupniczo:/ temat rzeka, jak wiele innych. Wyprawka do szkoły, codzienne życie, które jest naprawdę drogie... Nie twierdzę, że inne kraje są najlepsze pod słońcem, wszędzie znadzie się coś, co nie pasuje, albo mogłoby być lepsze... ale gdybym mogła spakowałabym się od razu :-)Tylko, że nas wiąże właśnie dobra praca męża... a ja mam mieszane uczucia, czy znajdę coś fajnego dla siebie...

      Usuń
    3. Jeśli zawód Twojego męża dałby mu pracę w Skandynawii to czemu by nie spróbować. Takie doświadczenie daje dużo, naprawdę. Dlatego też powrotu do PL strasznie się boję, bo to decyzja serca, a nie rozsądku. I pewnie jeszcze naiwności.. Warunki życia, pieniądze, pomoc państwa, nawet ta cholerna służba zdrowia na którą okropnie narzekam, nie są tu złe, ba są super w porównaniu z Polską. Ale co z tego kiedy otaczają Cie ludzie zupełnie inni, Ty ich do końca nie rozumiesz, a oni Ciebie, i tak od lat..
      ALe myślę, że warto wyjechać i przekonać się, że w Polsce nie jest tak źle jak nam się wydaje, że jest wiele rzeczy lepszych, wartościowszych, choć nie przeliczalnych na pieniążki..

      Usuń
    4. Niestety pod tym względem Skandynawia jest dla nas baaardzo daleka :/ No, ale nigdy nie mów nigdy, jak powiadają ;)
      Daleko mi od przeliczania wszystkiego na pieniądze, ja raczej żyję chwilą (co też ma swoje minusy) ;) Natomiast mając dwójkę Dzieci myślę o tym, że gdzieś indziej jest zwyczajnie łatwiej, pod wieloma względami. Oczywistą oczywistością są dla mnie różne wartości w PL, których próżno szukać gdzie indziej. Ale jestem też daleka od patriotyzmu ;)To są trudne dylematy - jechać, zostać, zostawić wszystko, jak to będzie itd... Tak jak piszesz, jeśli nie spróbujesz - nie przekonasz się. Z pewnością łatwiej jest podjąć taką decyzję kiedy nie ma się pracy... bo to jest naprawdę trudne zostawić wszystko, spakować najpotrzebniejsze rzeczy i wyjechać, szczególnie kiedy ma się dzieci. Mi nie przeszkadza stan dróg i milion innych wkurzających większość Polaków rzeczy - patrzę na swoje życie. Wiem, że w Pl można wiele osiągnąć, można żyć dobrze, ale wymaga to większego wysiłku - tak przynajmniej mi się wydaje. Patrzę wyłącznie z mojej perspektywy:-)
      I zdaję sobie sprawę z tego, że trawa u sąsiada zawsze wydaje się nam zieleńsza:-) Wy wracacie do "swoich" więc będzie dobrze, bo jak ma być:-)

      Usuń
  6. Powodzenia! A ja z przyjemnością poczytam o holenderskim świecie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach, rok 2013 to rok pielgrzymowania :-) Juz dawno skoncyzly mi sie palce u rak i nog, by liczyc, kto w roku owym zmienil miejsce zamieszkania. Powodzenia! No i oczywiscie, ze bedziemy czytac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kaczko u nas ciągle ktoś wyjeżdża, zresztą znasz tą cudowną rzeczywistość akademicką, ludziska powyjeżdżali już chyba na wszystkie kontynenty. Część również do PL i różnie jest, niektórzy jednak chcą tu wracać ;) Dzięki! A Wy nie wybieracie się nigdzie?

      Usuń
    2. Ha! No wlasnie... sakreble... wybieramy sie.
      Jak wszyscy to wszyscy. Klatwa roku 2013? ;-)
      I widze roznice. Kiedys po prostu spakowalabym walizke i pojechala ku przygodzie. Dzis za gardlo trapi mnie dobrostan Dyni. Jak ja przesadzic bez
      poszarpania korzeni, bez naruszenia jej poczucia wlasnej wartosci, dzielnosci, wiary w siebie. Jak to zrobic bez strat w duszy?
      Dlatego ciagle unikam tematu.
      A temat juz u drzwi.

      Usuń
  8. Życzę powodzenia... i żeby się udało! będę trzymać kciuki! do odważnych świat należy =)

    Ja już ponad 8 lat na wyjeździe, 3 lata w Anglii kolejne spędzam w Danii. Póki co przez myśl mi nawet nie przechodzi aby wracać do Polski, na pewno nie teraz i nie wiem czy wogóle wróce kiedyś. Jest ciężko, z robotą ciężko, państwo jak to państwo troszczy się tylko o swoje tyłki, nie wspomnę o opiece zdrowotnej... brrrrr, aż mi ciary przechodzą że miałabym się użerać z tym wszystkim... Jest mi dobrze tu gdzie jestem. Czy czuję się obco? Czasami, ale w Polsce też się czułam obco bardzo często. Jestem szczęśliwa tu gdzie jestem, rozwijam skrzydła, nie martwię się co będzie pod koniec miesiąca. Zwiedzam i odkrywam świat.
    Jednak cały czas mnie niesie w jakieś inne miejsce, chyba Dania to jednak nie ten jedyny dom.. może jednak to była Anglia.. nie wiem, czas pokaże, gdzie zakotwiczę ;)
    Pozdrawiam, ahhhh i będę czytać ;) napewno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) I właśnie to jest najważniejsze by czuć się szczęśliwym tam gdzie się jest, jest Ci dobrze i to najważniejsze! Zwiedzaj ile wlezie! To może Holandia? Choć jakieś badania ponoć robiono, że bardzo mało imigrantów tu zostaje. Ale zapraszam jak co, póki jesteśmy ;)

      Usuń
  9. dla mnie rok 2013 to też rok zmiany miejsca, mimo,że ta sama miejscowość i przeprowadzka o kilka bloków dalej - dla mnie , totalnie przywiązanej do miejsca i ludzi to wielkie wydarzenie. Nie dziwię się Twojej tęsknocie , choć nigdy za granicą nie mieszkałam - i jakoś mnie nie ciągnie. Tu w tym pięknym kraju jestem u siebie-jakby nie było .
    W każdym razie - witajcie (wkrótce) w domu :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My chyba Anitko mamy podobne charaktery, nigdy mnie zagranica nie ciągła, bo dobrze mi było jak było.. A wyjazd był ciężką decyzją. Powodzenia z przeprowadzką, nowe miejsce- nowe meblowanko ;))Buziaki!

      Usuń
  10. Gosia, ja cię w pełni rozumiem! ileż osób słysząc, co robię puka się w głowę! dlaczego nie HR, dlaczego nie wybieram kasy tylko jakieś ideały durne:) co zrobić... super, że S z tobą współgra! i fajnie, że wracacie, bo przecież się w Olgą na parapetówę wprosiłyśmy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ideały, ideały.. Taak, zobaczymy się to pogadamy! Na parapecie ;)

      Usuń
  11. a cykl o Holoandii będę czytać, a jakże!

    OdpowiedzUsuń
  12. Będę czytać i będę Cię wypatrywać na polskim pszenicznym horyzoncie z chlebem i solą (opcja dla Jagody: z żelkami w kształcie dinozaurów) :)
    Obie Wasze decyzje, żeby najpierw tam, a teraz tu, są odważne. Ale kto nie podejmuje takich decyzji, ten ma chyba nudne życie, co?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fuuuu Kochana!! Dla J to najlepiej z lodem na patyku! ;) Ale, czy nudne znaczy złe? Czasem wolałabym nudniejsze życie ;) Buziaki!

      Usuń
    2. Tak, nudne, znaczy złe :)
      Bo w nudzie się gnuśnieje, złośliwieje i choruje.
      Dla każdego "przygody" i brak nudy to coś innego.
      Jeden godzinami patrzy w pajęczą sieć w słońcu i się uśmiecha do przepływających chmurek, drugi musi skoczyć na bandżi, bo inaczej go coś zjada ;)

      A lód może być z mrożonego jogurtu, czy nie ma szans na takie oszustwo? ;D

      Usuń
    3. ech, nie złe, po poprostu nudne :)Ale masz rację, nuda nie wszystkim służy, najlepszy jest balans i nie za nudno.
      A z lodem, no kiepsko, kiepsko, jeszcze niedawno jogurt byłby super, a teraz to ciężko powiedzieć. Ale jak nie będzie widać że to przemyt to może przejdzie ;)

      Usuń
  13. Ja tez mam plany powrotu, i kto wie, może się własnie realizują...
    To będziemy pisać o powrotach.
    A doświadczenie poznania Innego zostanie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serio?? To powodzenia. Jasne będziemy pisać z innej perspektywy :) Dobrze to ujęłaś, doświadczenie Innego! Dzięki

      Usuń
  14. Pisz, póki nie zapomnisz :)
    Już Ci chyba o tym wspominałam: nie oglądaj się ani na pukanie w głowę, ani na zachęty - Wasza decyzja będzie zawsze tą najlepszą, niezależnie od tego CO postanowicie :) Ja mam słabe doświadczenie emigracyjne (to jest 3 wyjazd, zawsze z ograniczoną "datą ważności" max 12 miesięcy), więc do mnie nie należą takie dylematy jechać-wracać, po prostu jak trzeba - jadę, jak trzeba - wracam. Nie jestem tym, który "postanawia żyć" tu czy tam. Spotkałam jednak tu już trochę osób, które życie na walizkach mają wdrukowane. Poznana para (mieszanka portugalsko-niemiecka) z dziewięcioletnią córką robi co może, żeby tym razem było bardziej na stałe, bo dziewczynka właściwie nie ma korzeni, co roku w innym kraju - i to się odbija. W niedzielę byliśmy na Ideen-Expo, targach technologii i, powiem szczerze, w Polsce nie byłoby NIKOGO stać na tak przygotowany event. Centrum Kopernika, które potrafi zachwycić, to pikuś przy tym, bubel po prostu. Aż mnie skręca, że tutaj dzieci mają możliwość - za free! - dotknąć takiego świata, sopróbować, nauczyć się... To chyba jest największy handicap PL - właśnie edukacja; ze służbą zdrowia to jeszcze nie tak tragicznie, zależy od tego, na kogo się trafi, jak w rosyjskiej ruletce. Edukacja - gorzej niż dramat. Nie istnieje praktycznie. Jesteśmy teraz tutaj głównie z powodu pana Miksa - żeby nauczył się języka (panamężowa kariera naukowa ma się lepiej, kiedy zostawia nas w Polsce samych, that's the truth). Nie po to, żeby znał obcy język po prostu, ale żeby ułatwiło mu to później dostęp do lepszej edukacji.
    Natomiast niezależnie od tego jak bardzo bym się zachwycała otoczeniem, rozumiem Cię zupełnie w niechęci do otaczania się ludźmi, którzy - tutaj ze względów kulturowych - nie rozumieją Cię. W multikulturowym środowisku bardzo trudno jest się nie pogubić: ostatnio poznałam się z pewną parą: Włoch - ciao! i cmok w oba policzki, Hinduska z Anglii - bąknięte hello! i jakiś wykręt, żeby nie podać ręki... Albo autochtoni, którzy w najlepszym wypadku zaproszą Cię, ale płacisz za siebie, w najgorszym - zakombinują tak, że impreza pójdzie na twój rachunek - i to wcale nie dlatego, że trafiasz na wyrachowanego, tylko tak po prostu mają. Bądź tu człowieku mądry i ogarnij to wszystko...
    Ciesz się Holandią ile możesz i wyciśnij wszystko, co się da z takiej sytuacji - potem wyciskaj po prostu z nowej sytuacji w Polsce :)
    A do NL przejedziemy się chyba, może nawet podczas Herbstferien, bo mamy blisko (no, w każdym razie bliżej) i połączenie bezpośrednie do Amsterdamu. Tylko panmąż jakoś nie chce zwiedzić Rijksmuseum :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marysiu, Ty masz za dużo wolnego czasu widzę, taaaki komentarz! Ja wiem, wiem.. Fajnie, że masz takie luźne podejście do zmian, że nie zakorzeniasz się tak mocno, w Waszej sytuacji to i lepiej ;) Ha, a z różnymi narodowościami to jest jak piszesz.. Sama miałam kiedyś podobną niefajną sytuację, gdy jako studentka w NL omal nie musiałam zaciągnąć kredytu by zapłacić za duużą grupę ;)Ale było niefajnie.. Wyciskam Holandię narazie i na boku szukam już korepetycji dla Jagi w Polsce, nie chce by zapomniała Holenderski, bo coraz lepiej sobie radzi z mówieniem, rozumie perfekcyjnie. Kto wie gdzie życie ją rzuci, a w paszporcie miejsce urodzenia NL będzie już zawsze.
      Fajnie, że będziecie w NL, to może do nas wpadnijcie, Groningen, 1,5-2 h od Amsterdamu ;) Zapraszam, nie żartuje! ;)

      Usuń
    2. Ja szybko piszę i dużo mówię :) Poza tym, moja blogowa prasówka musi zmieścić się w 20 minutach; Poza tym, komentuję tylko ścisłą czołówkę :) Poza tym, chyba tak, mam trochę czasu - ale to się zmieni, od 9 wrzseśnia będę znowu latać jak kot z pęcherzem...

      Usuń
  15. U nas jest inaczej. Mąż Holender, jesteśmy w Polsce -ciagnie nas do Nl, ale chyba więzi z rodzina moja tutaj są silniejsze i póki co zostaniemy. Ale tak na dobra sprawę nie potrafimy sie zdecydować :/
    Pozdrawiam,
    Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej! Wiesz, że jesteś pierwszą osobą, która w takiej sytuacji (znaczy mąż Holender ;)jest w Polsce! Znam wiele par pl-nl ale wszystkie mieszkają w Holandii.. Jak to się stało!? ;) I jak Twój mąż się w Polsce odnalazł? Domyślam się, że wciąż się zastanawiacie co jest lepsze.. nie wiadomo..

      Usuń
  16. :) Od niedawna czytam twojego bloga :) I jestem na tak za holenderskimi opowieściami. Sama snuję hiszpańskie na swoim drugim :) A co do powrotu. Ja zdecydowanie nie chcę, ale podobnie jak poprzednicy uważam, ze trzeba spróbować, żeby się przekonać i utwierdzić w decyzji. Oczywiście nie mam tak, że nic i za niczym nie tęsknię...ale jednak nie, może jeszcze nie, a może nigdy. Polska to specyficzny kraj :)Pozdrawiam i trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) fajnie :)No specyficzny, ale w sumie jak każdy, wszędzie są jakieś tam ekstra dodatki ;)POzdrawiam!

      Usuń
  17. Pewnie, że bedę czytać...wracaj na stare śmieci....próbuj:) Ja zawsze byłam przeciwna wyjazdom za granicę....osiedlenia się tam....ale nie mówię nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. w sumie nigdy nie wiadomo jak to życie się potoczy, ale wracamy i zobaczymy co będzie dalej :)

      Usuń
  18. Mnie się ostatnio ciężko cokolwiek komentuje, ale czytać będę, czekam z niecierpliwością.
    Ps. Tam dom Twój, gdzie serce Twoje...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lucy, ja już prawie nigdzie nie komentuje, gorzej- rzadko zaglądam, czasu trochę brak.TYm bardziej doceniam, że napisałaś. BuziakI!

      Usuń
  19. No tak, temat emigracji też przerabialiśmy... Chętnie poczytam o Holandii i Holendrach (wszelakich absurdach również :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy już się zetknął z tym tematem, takie czasy dziwne. O trochę absurdów będzie, no ten kalendarz w wc na bank ;))

      Usuń
  20. Ja ledwo co przezylam wyprowadzke do W-wy z Wroclawia...to nie bylo moje miasto, dostawalam tam do glowy ....mimo, ze maz mial fajna prace wrocilismy...
    Nie wyobrazam sobie wyjazdu gdzies dalej...przynajmniej nie teraz gdy dzieciaki sa male...
    Pozdrawiam i oczywiscie ze bedziemy czytac!
    ps. gdzie wracacie do PL?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlasnie wtedy, gdy sa takie male, jedno, dwuletnie, paradoksalnie, jest najprosciej.

      Usuń
    2. Ja bardzo źle znosiłam pierwsze lata tu, gdy wracaliśmy z Polski na widok tabliczki z nazwą Groningen wybuchałam rykiem.. I tak przez kilka lat. Teraz już tak nie reaguje. Gdy nie masz takiej potrzeby, to nie ma sensu wyjeżdżać, po co? Chyba że ciągną nas inne kraje. No albo studia itd. Kaczka ma racje, im mniejsze dziecko tym łatwiej...DLatego mam nadzieję ze w PL będzie ok, bo znowu wyjeżdżać za jakiś czas? J w Holandii już powinna do szkoły iść od maja, wszystko będzie bardziej skomplikowane.
      A wracamy do Was, do Wroc!;)))

      Usuń
    3. Mamo SynAlka, to nie jest uniwersalna recepta. Kazdy sam sobie pisze scenariusz. Gdyby wszyscy wyjezdzali, ludzkosc skladalaby sie wylacznie z nomadow, a przeciez nie o to chodzi.

      Chodzi mi raczej o to, ze czesto paralizuje nas irracjonalny strach przed zmianami, przed innym, przed obcym. I pal licho, gdy chodzi o nas samych, ale gdy sprzedajemy ten strach wlasnym dzieciom? Gdy mowimy 'tu na naszym podworku jest milo i przytulnie, po co wam wiedziec, co jest za plotem, po coz wam tam chodzic?'

      Moje pokolenie dodatkowo ciagle jeszcze tkwi po uszy w kompleksach wzgledem 'mitycznego Zachodu'. Na dlugo przed narodzinami mej corki poprzysieglam sobie, ze nie pozwole na to, aby gdziekolwiek czula sie gorsza. Chce, zeby Berlin, Oslo, Londyn, czy Warszawa to byly dla niej punkty na mapie, a nie miejsca, wzgledem ktorych bedzie mierzyc swoja wiare w siebie. Tyle, ze to ja jestem dla niej lustrem i to ja musze sprzedac jej te odwage i poczucie wlasnej wartosci, to we mnie ona musi zobaczyc te pewnosc siebie. I to, powiadam, jedno z najtrudniejszych wyzwan macierzynstwa. (I jeszcze raz podkreslam, by mu sprostac nie trzeba wcale wyprowadzac sie zagranice. Granice zwykle mamy w glowach.)

      Mam wysoko ustawiona poprzeczke. W epoce przed internetem i w czasach, gdy raczkowala telefonia satelitarna, nadopiekuncza Rodzona Matka odciela pepowine i wsadzila mnie do samolotu kierunek Ameryka Poludniowa. Po dwoch miesiacach takiej terapii (raz udalo mi sie dodzwonic do domu), zrozumialam, ze to ja sama jestem sobie najwiekszym wrogiem, jesli chodzi o wiare we wlasne sily. A teraz wychowujac wlasna corke, zrozumialam ile moja Matke kosztowala ta decyzja.

      Usuń
    4. Kaczko, oczywiście,że nie uniwersalna...
      Każdy z nas jest inny i to jest właśnie w nas wyjątkowe.
      JA nie dałam rady...nie wstydzę się tego...dumna za bardzo też nie jestem...no po prostu nie dałam rady wytrzymać z dala od swojego domu.
      Ale jak najbardziej kibicuję swoim przyjaciołom i znajomym, którzy wyjeżdzają...niech im się wiedzie!
      Tyle...

      MamoJagody! super! czekamy na Was :)

      Usuń
  21. No to pomyślności tutaj w Polsce! Oby się wam układało!

    OdpowiedzUsuń
  22. będziemy czytać i będziemy Was wypatrywać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mam nadzieję :) A ja będę parapet na imprezę szykować :)

      Usuń
  23. Gratulujję odważnej decyzji! i dzięki Ci za to że za granicą są też "normalni" polacy! :) byłam 3 miesiące w Anglii, w pracy, i wszyscy polacy, których spotkałam twierdzili, że nigdy nie wrócą i tylko marudzili jaka polska jest beee... zawsze mnie to śmieszyło, bo uważam, że jeśli ktoś mieszka 5 lat poza granicami to nie ma co się wymądrzać na nasz kraj! :) Zobaczysz, jakoś się to ułoży :) mu się ułożyć :) buziaki :* i trzymam kciuki :)

    ps. Tak, chcem poczytać i Holandii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hii, Groszku, są różni ludziska na emigracji. Tu też spotkałam paru typu 'POlska, a weź!!' Buziaki!

      Usuń
  24. Będę czytać z największą przyjemnością, choć nieczęsto mnie tu widać:-)
    W wielkim świecie na pewno pięknie, ale nam dobrze na wsi pod niewielkim miastem. I już:-) Wszędzie da się żyć i tutaj co raz więcej nowych i fajnych rzeczy dociera. Ale tymczasem bawiąc nad Adriatykiem o kupnie łodzi do połowów marzymy i żeby zawsze tak przyjemnie ciepło było:-)
    Powodzenia, fajnie, że wracacie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak powinno być. To udanych zakupów jak co ;))) Wypoczywajcie, pozdrawiam!

      Usuń
  25. Kochana, bardzo chętnie będę czytać o Holandii.
    Wracacie, samo życie, skoro tak podpowiada serce tak zróbcie. W Ojczyźnie tez może być pięknie! Nie będziesz całe życie bezrobotna, a malutka na pewno dobrze się tu poczuje, więcej wiary i optymizmu. Ułoży się dobrze, zobaczysz :)
    Moc pozdrowień!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, że będzie ok. Choć podejrzewam, że aklimatyzacja znów dłuższą chwilę może zająć ;) POzdrawiam!

      Usuń
  26. Podziwiam i mocno Wam życzę udanego powrotu!
    Ja mieszkam w Polsce, ale wciąż tęsknię za swoimi stronami rodzinnymi. Widocznie to nasza narodowa cecha :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Będziemy, będziemy! :-)
    Piękne zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń
  28. Powodzenia!!!
    My wciąż na obczyźnie (wkrótce 8 lat). Plany powrotu były, ale wciąż coś stawało na przeszkodzie. Teraz już jakoś nie wyobrażam sobie nas w PL, choć do końca też w IRL dobrze się nie czujemy...Rozdarci już tacy będziemy zawsze.
    Tym bardziej podziwiam i będę śledzić :)

    OdpowiedzUsuń
  29. Powodzenia :) Czekam na sprawozdania Z Holandii :)

    OdpowiedzUsuń
  30. Jestem u Ciebie po raz pierwszy, ale na pewno przeczytam każdy wpis o Holandii jaki opublikujesz. Nie jestem jakąś wielką fanką tego kraju, ale jestem fanką codzienności. W przewodnikach nie ma życia, nie ma tego, co każdy z nas napotyka codziennie, z czym się zmaga mieszkając w innym kraju. Jestem bardzo ciekawa Twojego spojrzenia na Holandię.

    OdpowiedzUsuń
  31. Smaku mi narobiłaś, zwłaszcza na różnice mentalna-poglądowe! Pisz!
    A poza tym: Ahoy przygodo! Próbować trzeba! Bez względu na to, co mówią.
    Mogę ci wysyłać Kehrpakete (paczki z zagramanicy), bo ja akurat z tych co nie wyobrażają sobie nad Wisłę wrócić. Ukochy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. p.s. Zdjęcie kalendarza! Zdjęcie kalendarza!
      p.s.s. Przeczytałam komentarze i aż mnie dziwi, że nie mam w sobie zupełnie "emigranckiego rozdarcia". Mieszkałam w dwóch krajach, od 8 lat za granicą, tu gdzie jestem jest mój dom. Czy to angielskie miasto uniwersyteckie czy bawarska wieś. Integruję się z tubylcami i narybkiem z innych krajów - ile ludzi tyle historii i obyczajów, ale znajdujemy jakoś wspólny język. Może dlatego, że kompromisy w poglądowo-obyczajowych różnicach ćwiczę od lat z własnym Irlandczykiem ;) Głupio się przyznać, ale z Polakami mam najmniej kontaktu.
      p.s.s.s. Kocham Kaczkę!

      Usuń
  32. wydaje mi się, że gdy człowiek wyjedzie z kraju tuż po studiach to mimo wszystko nie wierzy, że ojczysty rynek pracy jest aż tak zły. My po 4 latach wróciliśmy z Irlandii - pracowałam sobie w banku w dziale międzynar., mąż w dużej korpo. No i wróciliśmy, mimo niezłych cv w polsce było ciężko. znalazłam byle pracę w korporacji, taką dla ludzi po studiach, byle z angielskim. Moje doświadczenie w wyspecjalizowanej branży na nic się nie przydało. pensja poniżej 2 koła. u męża podobnie. po drodze jeszcze niewypał z prowadzeniem własnej firmy.. no cóż.

    jesteśmy w kraju już 4 lata i jest fajnie i niefajnie. Fajnie, bo mamy swoje wymarzone duże, urządzone tak jak chcieliśmy mieszkanie. Fajnie, bo Młody urodził się w kraju, ma blisko dziadków, ma duży ogród do brykania. Fajnie, bo mamy tu przyjaciół. Niefajnie, bo chronicznie nie mamy kasy, bo niestać nas na najtańsze wakacje - choćby w kraju, choćby 50 km od domu. Niefajnie, bo nie mamy perspektyw, niefajnie bo nie stać nas na większe auto, a drugie dziecko się pcha na świat i z czego my tą dwójkę wychowamy?? cóż. myślimy, że za parę lat, jak już odchowamy potomstwo, być może wrócimy na emigrację, ale już nie jedną nogą, nie tymczasowo, ale na stałe. Z wynajęciem pustego mieszkania, pomalowaniem ścian, kupieniem własnych mebli i auta, i z prawdziwym rozpoczęciem tam życia. Bo jeśli siedzicie w Holandii jedną nogą, tak jak my bylismy na wyspach, to rozumiem, że jest to bardzo męczące. dla mnie było. Ale jak teraz widzę zdjęcia moich koleżanek z pracy na fejsie, ich wakacje w australii, kambodży, na tobago, i fakt, że nie muszą się na nie zapożyczać, że mimo wydatków turystycznych normalnie żyją, shoppingują, łażą po barach i dobrze się mają, to jednak jakiś żal ogarnia za tymi czasami:) pozdrawiam i życzę powodzenia w realizowaniu zamierzeń :)))

    OdpowiedzUsuń
  33. Witam,
    z ciekawością czytam, nawet komentarze.
    I sama nie wiem czy to kwestia wychowania, wieku, obecnego statusu dzieciowego?
    Jak byłam młodsza to wyjazd nie stanowił żadnej różnicy. Za praca prosze bardzo z Kaliszforni do Poznania, z P-nia do Dublina, ale rodzić chciałam w Polsce i do IE już nie wróciłam. Choć warunki życia lepsze to inna mentalność.. Może jak dzieci odchowam znów gdzies wyjade ?
    :-) pzdr

    OdpowiedzUsuń
  34. Z przyjemnością poczytam o holenderskim świecie:)
    Pozdrawiam i zapraszam do nas : http://memoriems.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dzięki za każde słowo!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...